Szybkość z historią w tle

15 października uczestnicy 18.PKO Poznań Maratonu im. Macieja Frankiewicza już po raz osiemnasty zmierzą się z dystansem 42,195 km. Tegoroczna trasa będzie nie tylko szybsza od poprzednich, ale też i z akcentem historycznym.

Prolog – Start
Tradycyjnie już z ul. Grunwaldzkiej, sprzed hotelu Sheraton – miejsca zapewniającego uczestnikom odpowiednią wygodę stref startowych. Punktualnie o godzinie 8.50 maraton ruszy w stronę INEA Stadionu przy ul. Bułgarskiej.

Akt I – Grunwald
Pierwszy, ok. 10 kilometrowy etap biegu, to odcinek płaski jak stół i szeroki jak pas startowy, idealny do znalezienia właściwego tempa i miejsca w stawce. Na tym etapie uwagę przykuwa przede wszystkim mijany na 3 km INEA Stadion, arena rozgrywanego w 2012 roku Turnieju Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej, na co dzień siedziba klubu piłkarskiego KKS Lech Poznań.

Akt II – Wilda
Pomiędzy 10 i 18 km trasa powadzi dobrze znanym odcinkiem po jednej z najstarszych, historycznych dzielnic miasta – poznańskiej Wildzie. Tu mamy pierwszą atrakcję z punktu widzenia ukształtowania terenu. Zbieg oraz podbieg na ul. Hetmańskiej (za 11 km). Wszystko przez tunel prowadzący pod trasą kolejową, który oprócz urozmaicenia dla mięśni kończyn dolnych zapewnia również fantastyczne doznania akustyczne. Zaraz za tunelem, po prawej stronie zawodnicy miną tereny legendarnych już (nie tylko) w Poznaniu Zakładów im. Hipolita Cegielskiego. Dalej ul. Hetmańska prowadzi biegaczy cały czas w dół, aż do ul. Dolna Wilda. Od tego momentu przez kolejne ok. 6 km miejska zabudowa ustąpi pola zieleni. Na pożegnanie z tą częścią miasta krótki, acz odczuwalny podbieg na most Przemysła I, którym biegacze przekroczą Wartę.

Akt III – Rataje
Odcinek trasy pomiędzy 18 i 25 km przebiega przez jedną z dzielnic zwanych sypialnią Poznania. Trasy wszystkich dotychczasowych edycji poznańskiego maratonu prowadzone były przez ten rejon miasta, będący w rzeczywistości ogromnym blokowiskiem. I jak pokazała dotychczasowa historia poznańskiego maratonu Rataje zawsze w dzień biegu budzą się do życia, by głośno, kolorowo oraz tłumnie kibicować biegaczom. Co jest szczególnie ważne, jako że to tutaj wypada połowa maratonu (popularna „połówka) i to tutaj właśnie trasa oddalając się od rzeki Warty wznosi się w górę, aż do kulminacyjnego punktu na ul. Chartowo (ok. 24 km).

Akt (a właściwie… akcik) IV – Malta
Między 25 i 27 km trasa wiedzie przez jedną z prawdziwych pereł turystycznych, rekreacyjnych i widokowych Poznania – tereny jeziora Maltańskiego. Na początku tego odcinka maratończyków czeka ostry zbieg prowadzący od ul. Chartowo aż do brzegów jeziora. Następnie kilkanaście minut biegu z widokiem na wody jeziora i jeden z najlepszych w świecie torów regatowych, będący gospodarzem licznych imprez rangi międzynarodowej w kajakarstwie i wioślarstwie. Opuszczając tereny jeziora trasa przebiega w pobliżu poznańskiego nowego zoo, więc nie ma się co dziwić, jeśli w tym miejscu doping prowadzony będzie przez prawdziwy zwierzyniec…

Akt V – Komandoria, Śródka i Ostrów Tumski
Opuszczając Maltę biegacze trafiają na dobrze znaną im ul. Warszawską i dłuuuugi (prawie 1.5 km) zbieg, jako że trasa znów prowadzi w stronę rzeki Warty. Nogi same poniosą,aż do magicznego 30 km, który to w Poznaniu zyskuje dodatkowy historyczny wymiar…
To tu, między 29 i 30 km maratonu, znajduje się miejsce, w którym zaczęła się Polska. Mostem Mieszka I (nie mogło być inaczej) maratończycy wbiegają na Ostrów Tumski, wyspę na której Mieszko zbudował swój gród książęcy – siedzibę władcy rodzącego się wówczas narodu. To tu przyjął chrzest, to stąd zarządzał swymi ziemiami, tu rodziły się plany budowy państwa i następnie przeradzały w czyny i można przypuszczać, że to również tu Mieszko wraz z Dobrawą… „znalazł w kapuście swego syna Bolesława”, pierwszego króla Polski. Minęły wieki od tamtych wydarzeń, a obaj ci wielcy władcy wciąż trwają na Ostrowie Tumskim. Miejscem ich wiecznego spoczynku jest bowiem poznańska katedra, z której rok w rok są świadkami zmagań tysięcy biegaczy.

Akt VI – Stare Miasto
Opuszczając wyspę mostem Bolesława Chrobrego (jakżeby inaczej) maratończycy wkroczą na teren Starego Miasta. Zaraz za 30 km, po prawej stronie trasy i lewej już stronie Warty stoi pomnik Akcji Bollwerk – pamiątka najbardziej spektakularnej akcji dywersyjnej Armii Krajowej przeprowadzonej na terenie Poznania podczas II Wojny Światowej. Dwunastu żołnierzy AK i pięciu mieszkańców Chwaliszewa podpaliło magazyny III Rzeszy w porcie rzecznym w lutym 1942 r. W wyniku działań Gestapo wszyscy uczestnicy akcji zostali aresztowani.
Następne dwa kilometry, to podróż po najstarszej dzielnicy miasta. Już 300 metrów za portem rzecznym po lewej stronie widać starą żydowską synagogę, a zaraz obok niej fragmenty średniowiecznych murów miejskich okalających najstarszy Poznań zbudowane przez króla Przemysła I. Chłonąc historię minionych wieków jest nadzieja (choć krucha), że uda się odwrócić uwagę maratońskiej głowy od znajdującego się w tym miejscu podbiegu.

Akt VII – Sołacz
Decydujące o ostatecznym wyniku kilometry maratonu (32 – 35 km) zawodnicy spędzą na Sołaczu. Willowej dzielnicy Poznania i co w tym momencie ważniejsze – płaskim fragmencie tejże dzielnicy. W jednym z najpiękniejszych Parków miasta. To tu, wśród zieleni i śpiewu ptaków biegacze mogą nabrać sił do ostatniego wysiłku – ostatnich kilometrów trasy. Po wybiegnięciu z parku maratończycy kierują się na ul. Niestachowską – szeroką czteropasmową w tym miejscu jezdnię. Kto czuje się na siłach może spokojnie wrzucić kierunkowskaz, zmienić pas na skrajny lewy i mijać peleton z prędkością bolidu F1. A warto nabrać rozpędu, bo po skręcie w ulicę Św. Wawrzyńca maratończycy staną twarzą w twarz z ostatnią zmorą trasy – podbiegiem na ul. Polską. Jak mawiają generałowie: „każdy ma swoje Westerplatte” (lub Waterloo w innej wersji tego samego powiedzenia)… na poznańskim maratonie ten moment jest właśnie na tym podbiegu. To w tym miejscu okazuje się kto jest strategiem na miarę Napoleona. Podbieg liczący sobie ok. 500 metrów i zmusi maratończyków do sięgnięcia po najgłębsze rezerwy sił, woli i motywacji. Kto wyjdzie z tej walki zwycięsko, ten sukces ma już w zasięgu ręki. Od tego miejsca trasa jest znów płaska jak stół.

Akt VIII – Grunwald na bis
Płasko i szeroko? To może oznaczać tylko jedno. Znów maratończycy zagoszczą na ul. Grunwaldzkiej. A to z kolei znaczy, że meta tuż tuż…
Tymczasem zaraz po wbiegnięciu na ul. Polską po prawej stronie trasa prowadzi obok Fortu VII, będącego siedzibą Muzeum Martyrologii Wielkopolan. Fort VII jest częścią olbrzymiej sieci fortyfikacji jaką na przełomie XIX i XX w. otoczony był Poznań. Podczas II Wojny Światowej teren fortu pełnił funkcję pierwszego na terenach okupowanej Polski nazistowskiego obozu zagłady.
Kolejne kilometry prowadzą maratończyków w stronę dobrze znanej ul. Grunwaldzkiej. Tuż przed nią, na ok. 39 km biegacze przebiegną bezpośrednio przed INEA Stadionem. Od tego momentu maratończycy są już na „ostatniej prostej”. Ulica Grunwaldzka bowiem prowadzi jak po sznurku na teren Międzynarodowych Targów Poznańskich.

Prolog – META
Ostatni zakręt i… jak zwycięzców w starożytnej Grecji maratończyków witać będą rozentuzjazmowane tłumy. Z obu stron trasy szpaler widzów, fanów i bliskich towarzyszyć będzie zawodnikom na ostatnich metrach morderczego dystansu. Oczom ukaże się upragniona meta i telebim na którym widać własną sylwetkę, gdy w glorii herosa pokonuje się ostatnie metry. W głośnikach spiker odczyta nazwisko bohatera, błysną flesze fotoreporterów.
W chwili gdy mijania magicznej linię mety otworzą się przed strudzonym podróżnikiem wrota Olimpu – plac Marka w całej swojej okazałości z bogactwem jedzenia i napitku, tłumem radosnych uczestników oraz laurem zwycięzcy – pamiątkowym medalem.
Wszystko czego trzeba zmęczonemu ciału i uradowanej duszy maratończyka zebrane w jednym miejscu, by wspólnie z innymi uczestnikami przygody dzielić radość, emocje i euforię z odniesionego właśnie zwycięstwa.